Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
glaudetrelkovsky
Michał młodość swoją dawno zostawił za sobą, od lat wielu na emeryturze, a miesięcy temu kilka pochować musiał swoją małżonkę. Kochał ją niewątpliwie i strata osoby tak bliskiej sprawiła mu ból który w słowach wydaje się być nie do opisania. Z żalu i goryczy przepełniających jego serce na długie dni a nawet tygodnie zamykał się w domu nie wychodząc z niego niemalże nigdy. Rzadko, bardzo rzadko zdarzało się zobaczyć go na spacerze w parku, gdzie niegdyś często z małżonką swoją lubił karmić kaczki. Siadał wtedy na ławce i godzinami wpatrywał się w zielonkawą i mętną wodę stawu. Myślami był daleko, nie odpowiadał na powitania - nie słyszał ich, nie odwzajemniał uśmiechów. Życie tliło się w nim jeszcze, lecz płomieniem tak delikatnym, że zdawać mogło się najdrobniejszy powiew wiatru mógł je przerwać brutalnie i nagle.
Dziwne jednak bywają koleje losu, a jak świat światem wiadomym jest, że są uczucia tak silne, że wskrzesić potrafią i trupy, o czym najlepiej przekonał się pewien kapitan wojsk Napoleońskich który tak mocno nienawidził był swojej żony, że gdy ta zmarła, z radości ściskał ją tak energicznie, że nieboszczce puls przywrócił, serce bić poczęło jeszcze przez chwilę - chwilę którą cudownie wskrzeszona wykorzystała wypowiadając ostatnie swe słowa: A śmieci wyrzuciłeś?
Wspominana historia może być legendą, lecz to co spotkało Michała, choć bajkę zdaje się przypominać jest najzupełniejszą prawdą i świadków dla jej potwierdzenia znaleźć nie trudno.
Razu pewnego, w słotny jesienny wieczór stary druh Michała zaprosił go do siebie na partię brydża licząc że w ten sposób przyjaciela swego z marazmu wyprowadzi i tchnie w niego choć odrobinę radości której deficyt aż nazbyt był widoczny. Po długich namowach Michał, choć z dużą niechęcią, ubrał ciepłe palto i z niechętną miną ruszył do mieszkania wspomnianego przyjaciela. Zadzwonił do drzwi. Odczekał dłuższą chwile i już miał obrócić się i odejść, gdy w ciszy rozległ się skrzyp otwieranego zamka. W drzwiach stał slicznych chłopiec harmonijnej budowy ciała i obliczu tak delikatnym, że Michał wzroku od obrazu tego oderwać nie mógł, a serce poczęło bić mu mocniej i szybciej. "Jak masz na imię?" - zapytał drżącym głosem. "Gilbert, proszę Pana. Dziadek oczekuje Pana w salonie" - anielskim głosem odpowiedziało dziecko. Stali tak w milczeniu patrząc na siebie i by przerwać cieszę którą nazwanie "niezręczną" byłoby eufemizmem wręcz nie na miejscu. Michał zapytał: "Chcesz cukierka? Mam w kieszeni".
Nikt nie wie co wydarzyło się w późniejszym czasie, gdy drzwi zamknęły się za nimi. Jedni mówią, że noc ta przyniosła tyleż dobra co i nieszczęścia. Zakochany starzec i Gilbert ponoć zamordowali staroświeckiego i niechętnego ich namiętności dziadka, a w godzin kilka później uciekli z kraju w idylliczną podróż. Inni mówią, że żyją wszyscy jeszcze, dziadek, chłopiec i Michał - w szczęściu, miłości i trójkącie, lecz z dala od ojczystego kraju. Kiedyś może prawda wyjdzie na jaw, lecz ważniejsza od prawdy jest miłość, a tę bez wątpienia znalazł Michał i sens jego życia powrócił na nowo, głębszy i silniejszy jeszcze niż niegdyś. Świadczą o tym liczne listy które z zagranicy przychodzą do dawnych jego znajomych, a na kopertach nieodmiennie od lat widnieje pieczęć 6 Oddziału Pocztowego w Amsterdamie.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl